Hej!
Postanowiłam, że mój pierwszy post będzie o serialu
The Royals. Natknęłam się na niego dosyć niedawno, bo w kwietniu. Miał wtedy jedynie dwa sezony, każdy po dziesięć odcinków. Oglądnięcie ich nie zajęło mi długo, bo już zaledwie po kilku dniach skończyłam je. I od tej pory z niecierpliwością czekałam na sezon trzeci, który w końcu nastał w grudniu. Byłam wtedy tak szczęśliwa... Niestety, serial w niedzielę miał swój finałowy odcinek. Pewnie jeszcze pojawi się na blogu recenzja trzeciego sezonu, ale póki co, chciałabym wam przedstawić serial, gdyż, według mnie, warto go oglądnąć.

The Royals to serial opowiadający o fikcyjnej rodzinie królewskiej. Akcja dzieje się w Wielkiej Brytanii, po tym, jak Robert, książę mający objąć tron po ojcu, ginie w katastrofie lotniczej. Od tej pory życie rodziny zmienia się, i wszystko idzie nie pomyśli... Na stronie
Filmwebu spotykamy się z takim opisem: "Historia fikcyjnej, brytyjskiej rodziny królewskiej, której życie jest dyktowane tradycją, obowiązkiem i pożądaniem".
Jak już pisałam, serial nie ma dużo, bo przez te trzy sezony zostało wydane jedyne trzydzieści odcinków. Jest dużo akcji, co jest jednym z wielu powodów, dla których uwielbiam ten serial (w końcu akcji nigdy za wiele :D). Jest mnóstwo intryg. Nie brakuje również romansów dla tych, co uwielbiają historie miłosne, wręcz jest ich niesamowicie dużo. Serial nadaje się również dla tych, co lubią się pośmiać, bo humoru tutaj nie brakuje. Serial ma ciekawy soundtrack, dzięki niemu poznałam wiele piosenek, które teraz uwielbiam słuchać. The Royals rzuca nowe spojrzenie na rodzinę królewską, bo tu nie wszystko jest takie, jakie się wydaje być.
A co z obsadą i bohaterami? Może zacznę od przedstawienia głównej obsady, bo być może samo to zachęci was do obejrzenia (sama często oglądam seriale przez aktorów). W rolę królowej Heleny wciela się Elizabeth Hurley, znana z
Kto pierwszy ten lepszy, Austin Powers: Agent specjalnej troski, a także z
Zakręcony. William Moseley gra księcia Liama, a mogliście zobaczyć go między innymi w
Opowieściach z Narnii. Alexandrę Park, wcielającą się w księżniczkę Eleanor, mogliście widzieć jedynie w
The Deep End. Warto również wspomnieć o Tomie Austenie (w serialu Jasper Frost; znany z
Unforgotten) oraz Jake'u Maskallu (grającego Cyrusa; mogliście go zobaczyć w takich produkcjach jak
Centurion czy
Biblia). Ich gra aktorska, każdego bez wyjątku, jest niesamowita. Wcielają się genialnie w postacie.
Skoro już pochwaliłam obsadę, to teraz napiszę, co myślę o bohaterach, które tworzą. Warto wspomnieć, że nie są one takie, jakich widzimy na różnych filmach czy zdjęciach przedstawiających realną monarchię. Postacie w The Royals są o wiele mniej perfekcyjne i bardziej ciekawe. Ale po kolei.

Zacznę od księżniczki Eleanor, bo to moja ulubiona postać. Poznajemy ją jako ćpunkę, ze swoim własnym stylem ubierania, kochającą imprezy. Od tej pory bardzo się zmieniła, podobnie w sumie jak reszta postaci. Eleanor jest osobą samodzielną, pewną siebie, rzadko kiedy zwierzającą się. Jej ulubione powiedzenie to "I'll be fine. You know me". Alexandra
Park, chociaż ma bardzo małe doświadczenie jako aktorka, odgrywa postać Eleanor idealnie. Nie wyobrażam sobie innej aktorski w tej roli.
No to teraz czas na bliźniaka Eleanor, Liama. Jest "tym środkowym", urodził się jako drugi. Po śmierci Roberta to on ma znaleźć się na tronie. Szczerze mówiąc, przez pierwszy sezon męczyłam się z nim. Nie jest to
wina scenarzystów, którzy napisali dobrze postać Liama, ani też aktora. Po prostu jakoś nie spasował mi. Wątki z nim męczyły mnie przez cały sezon. W drugim pokazał się trochę z innej strony, podobnie jak w trzecim. Polubiłam go. Stawia na dobro poddanych. Jak dla mnie, idealny przywódca.
Helena. Królowa Helena. Matka Roberta, Liama i Eleanor. Podoba mi się to jej makijaż oraz stroje, zawsze elegancko ubrana. Jest sprytna i okrutna, jak jej najstarszy syn. Z nią miałam to samo, co z Liamem - przez pierwszy sezon nie mogłam jej przeboleć, to, co zrobiła Liamowi i Len było bardzo okrutne. W drugim znosiłam ją, a w trzecim pokochałam. Prawie.

Cyrus, brat króla Simona, przez pierwsze odcinki wraz z królową Heleną dawał mi niezłą rozrywkę. Dzięki tej parze nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Ma charakter podobny do Heleny, choć jest bardziej szczery. Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie, jak to było w pierwszym i drugim sezonie, lecz w trzeciej sporo ćpał i pił. Zaryzykuję stwierdzeniem, że Eleanor wzięła przykład z wujka (albo na odwrót ;)).
I na koniec Jasper Frost. Poznajemy go jako ochroniarza, najpierw Eleanor. Nie rozpiszę się za bardzo o nim, bo szczerze mówiąc nie przepadam za tą postacią, chociaż wielu go kocha. Scenarzyści dali mu głęboką przeszłość, trudną i ciekawą. Jest skryty i często kłamie.
Mówiąc w skrócie - warto oglądnąć. Oczywiście, nie jest to serial idealny, chociaż może się wydawać, że właśnie tak go opisałam. Zawiera trochę błędów, co widać w trzecim sezonie, kiedy wszystko staje się już trochę nudne. Pomimo tego
The Royals wciąż jest moim ulubionym serialem, i bardzo go polecam.